- Najdłuższa rozmowa z Bjoergen? Nie pamiętam, chyba coś na temat butów... Ale nie sportowych. Trwała około dwóch minut - powiedziała Justyna Kowalczyk, która była w poniedziałek gościem w programie Tomasza Lisa.
Polka przyznała, że jeśli chodzi o wzajemne obawy względem siebie z Norweżką, to są na równym poziomie, ale historia o wrogości jest mocno przesadzona. Bywa, że mieszkają w tych samych hotelach, a łączą je zwykłe relacje - "dzień dobry, cześć".
Ostatnie dni były dla Kowalczyk bardzo napięte. Start w Jakuszycach dostarczył naszej "Królowej Nart" wielu emocji. - To było coś wielkiego. Nigdy nie było tylu kibiców. To największa nagroda, jaką dostałam. Ciężka praca, którą wykonaliśmy, kroczek za kroczkiem, wyrzeczenia, pozbycie się prywatnego życia, ale warto było. Ten odzew w Jakuszycach przewyższył wszystko - mówiła Polka, która ze wzruszeniem obejrzała materiał filmowy przygotowany przez Lisa.
Kowalczyk przyznała, że ostatni raz była w domu... o 10 rano w Boże Narodzenie. Zanim przyjechała do Warszawy, jeszcze w poniedziałkowy poranek trenowała w Jakuszycach. Prosto ze studia udała się do domu. Nie jest łatwo...
Lis zapytał również, czy mama Justyny nadal żałuje, że córka nie poszła na prawo, czego sobie życzyła. - To nie jest tak. Mama miała niezbyt dobre doświadczenia z tym sportem, ale nie ma co jej obwiniać, że chciała mi stworzyć jakąś zaporę. Odkąd podjęłam decyzję, moi bliscy są ze mną bez przerwy. To moi najgorętsi kibice. Kto się spodziewał, że biegi narciarskie będą moim życiem i pasją? Mama na pewno nie, ale i tak mnie wspiera, akceptuje tę decyzję - powiedziała.
Prowadzący program zaprezentował Justynie obrazki z jej treningów, m.in. jak biegnie z oponą przywiązaną do sznura w wielkim upale, półtorej godziny, po czym 40 kilometrów na rowerze pod górę i 16 km także pod wzniesienie na rolkach. Kowalczyk przyznała, że podczas takiego wysiłku traci około 5-6 tysięcy kalorii, a trener musi ją wówczas namawiać, by... więcej jadła. - Czasami jest ciężko, noce bywają trudne. Pojawia się zmęczenie, skurcze. Motywuje mnie bardzo, gdy zdaję sobie sprawę, że bez tego wszystkiego nie będzie powtórki z Vancouver. Działa też, gdy mówię do siebie "przestań marudzić i weź się dziewczyno do roboty". Metoda na poranki - włączyć autopilota, wypić kawę, rozruszać się i jakoś przeżyć - podsumowała "Królowa Nart".
Marian Łapserdak
Dołącz do babola na facebooku