Franciszek Smuda przez niemal trzy lata prowadzenia reprezentacji Polski zdążył przyzwyczaić nas do wysłuchiwania swoich nieprzemyślanych wypowiedzi. Uważał że będzie rozgrywał spotkanie ze Związkiem Radzieckim, nie zdawał sobie sprawy z istotności rankingu FIFA (co kosztowało nas trudniejszą grupę w eliminacjach do MŚ), twierdził też, że piłkarza potrafi ocenić po tym, jak idzie po schodach. Pewne wynurzenia szkoleniowca długo dało się tolerować, ale tym razem selekcjoner grubo przesadził.
W wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" Smuda oświadczył, że psychologa w zespole narodowym nie będzie, ponieważ "w drużynie nie ma wariatów". O ignorancji, która emanuje z tego zdania, trudno w ogóle rozmawiać. Osoba, która w 2012 roku jest jedną z najważniejszych w państwie, ponieważ ma za zadanie sportowo skoordynować przygotowania do najważniejszej dla Polaków imprezy sportowej w historii, nie powinna z pewnością opowiadać tak absurdalnych rzeczy. To wypowiedź skandaliczna.
To, że Smuda jest trenerem-naturszczykiem, bazującym na motywowaniu zawodników w szatni ostrym językiem, wie raczej każdy, kto choć trochę interesuje się futbolem. Czy da się jednak walczyć z potęgami piłkarskimi korzystającymi ze wszystkich poważnych zdobyczy cywilizacji za pomocą metod, które sprawdzały się być może w połowie XX wieku? Może to wzbudzać poważne wątpliwości.
Z psychologami sportowymi pracuje większość czołowych klubów świata, mnóstwo znakomitych reprezentacji narodowych oraz zawodnicy ze światowego "topu" indywidualnie. Czy oni wszyscy według Smudy są wariatami? Ignorancja zawsze jest wynikiem niewiedzy, dlatego postanowiliśmy wypytać eksperta odnośnie do zastosowań psychologii sportu.
Zasięgnęliśmy w tej sprawie opinii Katarzyny Guraj, psycholog z Uniwersytetu Warszawskiego, zajmującej się także psychologią sportu. Postanowiliśmy dokładnie dowiedzieć się, co polskiej reprezentacji mógłby dać psycholog. Okazuje się, że "Franz", wypowiadając podobne rzeczy, szkodzi zawodnikom podwójnie, gdyż nie tylko odbiera im szanse na rozwój mentalny, ale też wzbudza w nich uprzedzenia.
Roman Koń: Franciszek Smuda powiedział, że nie potrzebuje psychologa w reprezentacji Polski, bo nie ma w jego drużynie wariatów. Da się taki punkt widzenia jakoś wytłumaczyć?
Katarzyna Guraj: Przede wszystkim smutne jest, że na tak wysokim szczeblu nadal pojawiają się podobne opinie, świadczące o ciągłym niezrozumieniu roli psychologa. Taka postawa może przynieść bowiem więcej szkód niż na pierwszy rzut oka może się wydawać. Po pierwsze, trener to autorytet zarówno dla młodych, jak i starszych zawodników niezależnie od tego, jak postrzegany jest przez opinię publiczną.
Jego zdanie odgrywa często kluczową rolę w kształtowaniu się ich przekonań, czy w tym przypadku uprzedzeń. Koło więc się zamyka, a u zawodników wciąż pokutuje przekonanie, że ta dziedzina nie jest im potrzebna. A tu niestety bardzo się mylą…
Czyli mogą wręcz uprzedzić się do możliwości pracy z psychologiem...
Tak. W obliczu takiej wypowiedzi trenera nawet zawodnicy, którzy wiedzą, co może im dać współpraca z psychologiem, mogą obawiać się, że gdyby ją podęli, spotkałoby się to z negatywną reakcją trenera (może nawet wykluczeniem z drużyny), a samemu zawodnikowi przypięto by łatkę „wariata”. Nie trzeba zatem wróżki, by stwierdzić, że niewielu by się na nią odważyło, nawet kosztem własnego rozwoju.
Czym dokładnie zajmuje się psychologia sportu i jak można w ten sposób pomóc sportowcom?
Psycholog sportu to przede wszystkim trener mentalny. Jego celem jest nauczenie sportowców technik, które pozwolą im podnieść poziom występu sportowego, czyli tzw. poziom wykonania, albo „performance”, a co za tym idzie - umożliwią osiąganie lepszych wyników. Główne obszary pracy to m.in. nauka skutecznej regulacji pobudzenia oraz efektywnego radzenia sobie ze stresem, budowanie pewności siebie zawodnika, trening koncentracji, nauka prawidłowego formułowania celów czy trening wyobrażeniowy. Jednak psycholog w sztabie szkoleniowym to nieraz również „pierwsza pomoc” w nagłych sytuacjach kryzysowych jak kontuzja, ciężka choroba czy problemy osobiste.
Uważasz, że w polskiej reprezentacji przydałby się psycholog sportowy w sztabie szkoleniowym?
Ujmijmy to tak – na pewno by nie zaszkodził. W końcu w każdym drzemią rezerwy, które można czy wręcz należy wykorzystać.
Pozostaje tylko pytanie, czy miałby możliwość przekazania tego, co ma do zaoferowania. Bo żeby techniki treningu mentalnego mogły zacząć działać, najpierw zawodnicy muszą wykazać zainteresowanie i chęć współpracy, a niestety w momencie, gdy wysłano do nich wiadomość – „współpraca z psychologiem jest niepotrzebna/zła”, zawodnicy raczej nie będą skłonni ryzykować konfliktu z trenerem lub/i kolegami z drużyny...
Czyli jednak nie dla wariatów, tylko dla normalnych ludzi, by stali się jeszcze silniejsi?
W sztabach szkoleniowych najczęściej znajduje się miejsce dla trenera przygotowania fizycznego, czy odnowy biologicznej. Dlaczego więc wciąż po macoszemu traktuje się dbanie o dobrą formę organu/”mięśnia”, który tym wszystkim zawiaduje, czyli naszego umysłu? Im częściej zafunduje mu się odrobinę gimnastyki, tym bardziej odwdzięczy on się w każdym aspekcie działania, nie tylko w sporcie, ale i w codziennym życiu.
Wygląda zatem na to, że Franciszek Smuda znów powiedział coś, czego powiedzieć nie miał prawa. Obraził wielu ludzi, którzy odnieśli w sporcie niewspółmiernie większe sukcesy niż on - Michael Phelps, Maria Szarapowa, Cristiano Ronaldo i Rafael Nadal korzystali z wspomnianych przez panią psycholog technik i chętnie przyznają się do tego. Wygląda jednak na to, że Smuda wyrzuciłby z polskiej kadry słynnego CR7, bo to przecież wariat...
A ilu przyzwoitych ludzi spoza świata sportu, korzystających dla siebie i swojego otoczenia z usług psychologów, obraził Franciszek Smuda?
Roman Koń
Dołącz do babola na facebooku