Przyszło do nas od Was kilka maili z pytaniami o to czemu podajemy wyniki ligi azerskiej. Zapytano nas nawet czemu śmiejemy się z Azerów, skoro w Polsce gra się w piłkę wcale nie lepiej. Odpowiadamy: my nie śmiejemy się z piłki azerskiej, my śmiejemy się z piłki polskiej. A to, że liga azerska jest lepsza od naszej to nie jest żaden wymysł wesołego redaktorka. Powoli staje się to niestety prawdą.
Popatrzmy sobie na składy zespołów występujących w Premyer Liqasi, jak nazywa się najwyższa klasa rozgrywkowa w Azerbejdżanie. Pomińmy nawet te zespoły, które już znamy, czyli Karabach, który wpieprzył Wiśle jak chciał i Inter Baku, który nie wyeliminował Lecha tylko dlatego, że ich bramkarz strzelał karnego gorzej niż Kotorowski.
Na pierwszy ogień Chazar Lenkoran, ten sam, który Lech wyeliminował w sezonie 2008/2009. Dzisiaj grają tam:
Elvin Beqiri - 47-krotny reprezentant Albanii, środkowy obrońca.
Winston Parks - napastnik, uczestnik Mistrzostw Świata w barwach Kostaryki, strzelec 6 goli dla tej reprezentacji, były piłkarz m.in. Lokomotiwu Moskwa i Udinese
Dalej, Neftczi Baku. Klub, który niedawno zlał 2:0 na wyjeździe Inter, z którym tak męczył się Lech. I tu uwaga, bo pojawią się nazwiska poważne:
Igor Mitreski - środkowy obrońca reprezentacji Macedonii, przez kilka lat filar obrony Spartaka Moskwa i Energie Cottbus.
Emile Mpenza - belgijski napastnik, który strzelał gole dla Schalke, Hamburga i Manchesteru City. Powiecie - upadła gwiazda. OK, tylko że ta upadła gwiazda w barwach szwajcarskiego Sionu w zeszłym sezonie strzeliła 21 bramek. W polskiej lidze nie strzeliłby mniej.
W AZAL Baku gra były napastnik Ajaxu, AZ Alkmaar i Metalurga Donieck,
Pius Ikedia i 33-krotny reprezentant Macedonii
Robert Petrow. W Kabali gra np. Abdoul Kader Camara, były piłkarz Cercle Brugge, czy też 59-krotny reprezentant Jamajki i zdobywca 12 goli dla tejże
Deon Burton, były piłkarz Sheffield Wednesday, Charlton Athletic i Derby County. A trenerem jest tam
Tony Adams, legendarny reprezentant Anglii.
A do nas przychodzą maksymalnie Vrdoljaki, Mezengi i Boukhari i Ntibazonkizy. Lech żałował miliona euro na kontrakt roczny Jana Schlaudraffa, mimo że za Lewandowskiego i Murawskiego zarobił w sumie 7,5 bańki. Tymczasem Azerowie zapowiadają kolejne transfery - inwestują w powolny, ale harmonijny rozwój swojej piłki. Już nas dogonili, jeszcze nie połknęli, ale za kilka lat, jeżeli nic się nie zmieni, będą się z nas śmiać tak samo, jak my do niedawna z nich. A na Mpenzę nie stać chyba nawet Józefa Wojciechowskiego. Ich już stać.