Święto Zmarłych jest dobrym momentem by przypomnieć sobie o tych, którzy odeszli, a znaczyli dla nas wiele. Dla każdego kibica piłki nożnej pewne postacie zyskują status prawdziwych ikon, które pozostawiają po sobie ogromną spuściznę w postaci wyników sportowych, które dawały radość całym narodom i pokoleniom.
Warto stąd pokusić się o przypomnienie sobie największych piłkarzy w historii, którzy odeszli już z tego świata. Gdyby żyli, z pewnością mieliby jeszcze mnóstwo do powiedzenia młodym adeptom futbolu, którzy mogliby się od nich uczyć. Postanowiliśmy stworzyć z nich "drużynę pamięci", jedenastkę złożoną z najwspanialszych wirtuozów futbolu, którzy oglądają obecnie rozgrywane mecze z niebios.
W bramce
Lew Jaszyn, prawdopodobnie najlepszy bramkarz w historii piłki nożnej. Legendarny radziecki golkiper był jedynym w historii zawodnikiem występującym na tej pozycji, który zdobył złotą piłkę France Football, najbardziej prestiżową nagrodę dla najlepszego piłkarza na ziemi. W największej mierze dzięki niemu reprezentacja Związku Radzieckiego zdobywała mistrzostwo i wicemistrzostwo Europy oraz czwarte miejsce na mundialu. Zmarł w 1990 roku wskutek komplikacji po odbytej cztery lata wcześniej amputacji nogi. Miał 71 lat.
Na lewej obronie
Giacinto Facchetti. Włoski lewonożny defensor słynął z elegancji na boisku i poza nim. Przez 18 lat reprezentował barwy Interu Mediolan, będąc światowym prekursorem ofensywnej gry bocznego obrońcy. W 1968 roku zdobył z reprezentacją kraju mistrzostwo Europy, był także wicemistrzem świata. Zmarł w 2006 roku po ciężkiej i bolesnej chorobie nowotworowej.
W środku formacji defensywnej
Bobby Moore, który był jednym z głównych autorów największego sukcesu reprezentacji Anglii, mistrzostwa świata zdobytego w 1966 roku. Był także legendą londyńskiego West Ham, z którym zdobył kilka dużych trofeów. Zmarł młodo - w wieku 51 lat w Londynie na raka jelita grubego. Był to 1993 rok.
Obok niego zagrać mógłby
Gaetano Scirea, kolejny geniusz włoskiej defensywy. Jest uważany za jednego z najlepszych obrońców wszech czasów. Opus magnum jego kariery było zdobycie mistrzostwa świata w 1982 roku. Oprócz tego odniósł wiele sukcesów klubowych. Życie zakończył przedwcześnie i tragicznie w Polsce w 1989 roku. W miejscowości Babsk pod Zabrzem jego samochód zderzył się czołowo z ciężarówką.
Lewym pomocnikiem tej drużyny byłby
Ferenc Puskas, legenda węgierskiej, a jednocześnie hiszpańskiej piłki. Był największą gwiazdą legendarnego zespołu "Madziarów", który w 1954 roku uległ w finale mundialu Niemcom. Dla Realu Madryt strzelił 157 goli w 182 spotkaniach, stając się obok Alfredo di Stefano największą legendą "Królewskich" w historii. Pod koniec życia zapadł na chorobę Alzheimera, a zmarł w 2006 roku na zapalenie płuc.
Miejsce dla rozgrywającego zarezerwować trzeba dla
Kazimierza Deyny. Legendarny polski pomocnik to postać ikoniczna dla naszego futbolu. Gwiazdor reprezentacji i warszawskiej Legii był mózgiem zespołu podczas MŚ w 1974 roku, w których "biało-czerwoni" zajęli trzecie miejsce. Po wielu wspaniałych sezonach w Legii odszedł do Manchester City, gdzie rozegrał trzy dobre sezony. Zmarł w wieku 41 lat w wypadku samochodowym w San Diego w 1989 roku.
Obok Deyny zagrać mógłby
Leonidas, pierwsza chyba wielka postać światowej piłki. Był pierwszym, który odważył się oddać strzał z przewrotki. Był wielkim liderem reprezentacji Brazylii i kilku znakomitych klubów z Ameryki Południowej. Został także królem strzelców mundialu w 1938 roku. W 2004 roku zmarł śmiercią naturalną, miał 90 lat. Cierpiał jednak od wielu lat na chorobę Alzheimera.
Na prawej pomocy legendą na miarę światową był
Garrincha. Mowa tu o jednym z najlepszych dryblerów wszechczasów, który cierpiał na deformację nóg. Nie przeszkadzało mu to w fantastycznej grze w kadrze Brazylii, z którą u boku Pelego zdobył dwa mistrzostwa świata. Niestety po zakończeniu kariery wpadł w alkoholizm, który zakończył się dla niego marskością wątroby i śmiercią w 1983 roku.
Jednym z najlepszych niemieckich piłkarzy w historii był
Fritz Walter, człowiek który poprowadził Niemcy do mistrzostwa świata w 1954 roku. Strzelał mnóstwo bramek dla reprezentacji kraju i FC Kaiserslautern, w którym grał regularnie przez... 22 lata zdobywając 380 bramek w 411 meczach. Odszedł w 2002 roku w wieku 81 lat.
Napastnikiem takiej drużyny z pewnością musiałby być
George Best, człowiek, o którym wielu naocznych świadków mówi, że był lepszy niż Pele i Maradona. Czarodziej z Irlandii Północnej to efemeryda - wielka legenda Manchesteru United, która szybko straciła formę z powodu problemów z alkoholem. Nie przestał pić nawet po transplantacji wątroby, co zakończyło się dla niego śmiercią w 2005 roku. Miał 59 lat.
Ostatnim ogniwem takiej drużyny mógłby być
Lennart Skoglund - legendarny szwedzki napastnik, który w latach pięćdziesiątych doprowadził swój kraj do srebrnego medalu mundialu w 1958 roku. Grał także w Interze Mediolan, dla którego w tym czasie był postacią symboliczną. Doczekał się pomnika w Sztokholmie. Zmarł w zapomnieniu jako samotnik w 1974 roku.
Roman Koń
Dołącz do babola na facebooku